JESIENNYCH OPOWIEŚCI CIĄG DALSZY

25.11.2013, 12:18, redakcja

Aleksandra Rypa (4d)

Szczęśliwy liść

Pewnego jesiennego dnia rodzina zbierała dojrzałe jagody, poziomki i grzyby. Po zapełnieniu całego wiklinowego koszyka dzieci znudziły się pracą i zaczęły bawić się piłką.

Kolorowa piłka wleciała na świerk z ostrymi igłami i natychmiast pękła, a ja, żółty klonowy liść, byłem tego świadkiem. Było mi żal dzieci, które zrozpaczone skarżyły się rodzicom. Ta sytuacja wzruszyła mnie do tego stopnia, że zapomniałem o zasadzie ojca, który zabraniał rozmawiać z ludźmi ...


Z całych sił krzyknąłem do dzieci, aby przestały się smucić, bo zacznę płakać, a wtedy może zacząć się ulewa. Brat wraz ze swoją siostrą, usłyszawszy mój cieniutki głosik, odwrócili się w moją stronę. Gdy zrozumieli, że przemówił do nich liść, z niedowierzaniem kręcili głowami i patrzyli. Natomiast ja pojąłem, że złamałem kategoryczny zakaz ojca obejmujący wszelki kontakt z ludźmi. Maluchy sprytnie wymyśliły warunek. Chciały, bym zgodził się na wizytę w ich domu. Zastanawiałem się, jak później wytłumaczyć zaistniałą sytuację mojemu tacie. Zwołałem kolegów i poprosiłem o pomoc. Wspólnie ustaliliśmy, że mogę spokojnie opuścić moje dotychczasowe miejsce, ponieważ jestem już dorosłym liściem. Oznajmiłem rodzeństwu, że chętnie poznam ludzkie życie. Zadowolone dzieci delikatnie włożyły mnie do kieszeni i przeniosły do domu otoczonego srebrnym płotem. Po otwarciu furtki wkroczyliśmy do kolorowego ogrodu. Pomarańczowe ściany domku oplatał ogromny krzew dzikiego bzu. Weszliśmy do środka, dzieci posadziły mnie na wykonanym z kolorowego papieru krzesełku i na przemian zadawały mi pytania na temat mojego życia. Ze smutkiem stwierdziłem, że ciągle wisiałem na drzewie i jestem w stanie opowiedzieć tylko przygody innych ludzi. Nagle do pomieszczenia weszli rodzice, postanowiłem nie zdradzać im moich umiejętności. Dorośli dziwili się, że rodzeństwo otoczyło troską zwyczajnego liścia. Mówili, że są takich jak ja tysiące i nie należy mi się szacunek. Zaczęli nalegać, by dzieci pozbyły się mnie. Pomyślałem, że udowodnię moją nadzwyczajność i sam opowiem swoją historię. Opiekunowie zareagowali podobnie jak ich pociechy. Prędko poprosiłem, by moja wyjątkowa zdolność pozostała w tajemnicy, wszyscy oczywiście się zgodzili. Spadł mi kamień z serca. Pomyślałem, że nauczę moich nowych przyjaciół tradycyjnej pieśni szczęścia, wykonywanej w słoneczne dni przez młode liście. Ludziom bardzo spodobała się piosenka i postanowili wykonywać ją raz w roku, właśnie w dzisiejszym dniu. Powiedzieli, że będzie to ich sposób na świętowanie mojego przybycia. Rodzice dali mi piękny prezent. Był to drewniany domek zrobiony z zapałek. Mimo doskonałego traktowania przez rodzeństwo tęskniłem za ojcem. Powiedziałem, że moja wizyta dobiega końca i muszę znaleźć się w domu przed zmrokiem. Dzieci były zawiedzione, liczyły, że zostanę u nich co najmniej kilka dni. Rodzice nie pozwolili im wyjść tak późno i musiałbym dotrzeć na miejsce sam, gdyby nie moja znajomość z gołębiem Fredem. Poprosiłem, by położono mnie na parapecie i zawołałem znajomego. Po chwili ptak przyleciał i chwycił mnie swoimi pazurami. Bardzo się bałem, że upadnę, ale na szczęście Fred był gołębiem pocztowym i doskonale opanował latanie oraz chwytanie przedmiotów.

W moim domu czekał na mnie uśmiechnięty tata, moi koledzy wcześniej wyjaśnili mu, gdzie się znajduję. Ku mojemu zdumieniu ojciec pochwalił mnie. Powiedział, że jest dumny i ma wielkie szczęście, posiadając tak samodzielnego syna.

Teraz co tydzień wesoła rodzina odwiedza mnie i opowiada o moich przygodach. Wymieniamy się informacjami i uczymy się piosenek. Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ niewiele liści na świecie miało okazję przyjrzeć się życiu ludzi.

 

Tomasz Pskowski (5b)

„Liść”

Tej jesieni przeżyłem niesamowitą przygodę. Myślałem, że zginę jak inne liście spadające z drzewa, ale dzięki człowiekowi przetrwałem.
Byłem dumnym liściem klonu i z góry patrzyłem na świat. Zaczął się wrzesień. Widziałem, jak wróciły dzieci. Brakowało ich przez dwa miesiące, ale wrona wytłumaczyła mi, że w czasie lata mają one wakacje i wtedy nie chodzą do szkoły. Zrobiło się chłodniej. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Z dnia na dzień traciłem swój piękny, zielony kolor, który tak mi pasował. Zauważyłem, że wszystkie liście zmieniają się i przestałem się denerwować. Jednak pewnego dnia usłyszałem rozmowę ludzi i sczerwieniałem ze strachu. Okazało się, że jesienią wszystkie liście spadają z drzew i giną. Rozejrzałem się wokół i z przerażeniem spostrzegłem, że na drzewie nie ma już wielu moich braci. Zadrżałem.
Nagle coś mnie stuknęło. Jakiś chłopak rzucał kamieniem w gałęzie mojego drzewa. Z każdym uderzeniem czułem, że się odrywam. Raptem zrobiło mi się niezwykle lekko. Unosiłem się na wietrze i wydawało mi się, że tańczę. Dla tej chwili warto było spaść. Leżałem na ziemi i zastanawiałem się, co teraz ze mną będzie. Ciszę przerwał głośny śmiech dzieci. Poczułem, że ktoś mnie dotyka. Wtedy znowu się uniosłem i upadłem. W górę i w dół. To dzieci bawiły się liśćmi, które, tak jak ja, spadły z drzewa. Latałem i byłem szczęśliwy, słysząc śmiech dzieci. Niestety, zabawa wkrótce się skończyła. Posmutniałem. Nie chciałem zostać na ziemi i zginąć. Patrzyłem za oddalającymi się dziećmi i wówczas ktoś znów mnie dotknął. Usłyszałem głos dziewczynki: „Patrz, jaki ładny listek. Będzie pięknie wyglądał w bukiecie.” Schowała mnie do torby. Teraz naprawdę się bałem. Co ona chce ze mną zrobić? Kiedy mnie wyjęła, rozglądałem się przestraszony i zauważyłem, że jestem gdzieś, gdzie nie widać nieba. Zamiast słońca i chmur świeciła tylko dziwna kula. Nie było też czuć wiatru. Leżałem na czymś twardym, a obok były inne różnokolorowe liście. Dziewczynka brała każdego z nas po kolei, składała na pół i zwijała. Mnie też zwinęła. Było mi ciasno, ale już się nie bałem. W końcu miałem wokół siebie moich braci. Zastanawiałem się, co się z nami stało. W pewnej chwili dziecko wzięło nas do ręki i w szklanej tafli zobaczyłem piękny bukiet dziwnych kwiatów. Przyjrzałem się uważnie i zrozumiałem, że to my – liście tak ładnie wyglądamy.
Teraz mieszkam w domu Zuzi, która mnie uratowała. Jestem jesiennym bukietem i muszę przyznać, że pięknie wyglądam.

Anastazja Koch (4d)

Pomocna dłoń

Dawno, dawno temu na wzgórzu stało okazałe królestwo. Ja w tym czasie wisiałem sobie na drzewie. Był już środek jesieni, więc tak jak inne liście przybrałem piękne żółto – pomarańczowe barwy.
Pewnego słonecznego dnia ujrzałem dziesięcioletnią indiańską księżniczkę Akaniszę zmierzającą w kierunku lasu. Jechała na brązowym rumaku Asie z blond grzywą. Usłyszałem, że będzie zbierać najpiękniejsze liście z lasu na bukiet dla mamy z okazji urodzin.

Nagle zerwał się wiatr, który zdmuchnął mnie z drzewa. Leciałem, leciałem, aż wpadłem do otwartej torby Akaniszy. Dojechaliśmy tak do krystalicznie czystego jeziorka. Dziewczynka postanowiła się w nim wykąpać. Niepostrzeżenie uderzył piorun. Zerwała się burza. Przestraszony rumak stanął dęba. Niestety, wypadłem z torby i księżniczka pocwałowała do królestwa beze mnie. Zrobiło mi się smutno. Chciałem pojechać z księżniczką i zobaczyć jej królestwo.

Następnego dnia wieczorem Akanisza znów przyjechała do lasu. Dobrała jeszcze pięć liści. Jednym z nich byłem ja. Co za niesamowita radość mnie ogarnęła! Bardzo się ucieszyłem. Jednak moja radość nie trwała długo. Usłyszałem ryk wilków. Jeden z nich wyszedł z ciemności. Był ogromny. Strasznie się bałem. As nie chciał ruszyć z miejsca. Akanisza jednak była odważna i ze swej torby wyjęła procę. Strzeliła wilkowi prosto w łeb. Ten stracił przytomność. As z Akaniszą i ze mną na grzbiecie popędził do zamku. Gdy byliśmy już na miejscu, wyczerpana dziewczynka od razu poszła spać.

Następnego dnia księżniczka bardzo wcześnie wstała. To był dzień urodzin mamy. Musiała skończyć jeszcze bukiet, w którym się znalazłem. Później ubrała się w najpiękniejszą suknię, jaką miała. Dwórki zrobiły jej prześliczną fryzurę. Poszliśmy na bal. Przyszło wielu gości. Król Alexander wręczył królowej Amandzie złoty pierścień z niebieskim diamentem. Jubilatka była zachwycona. Najbardziej jednak spodobała jej się niespodzianka od Akaniszy. Gdy nadszedł wieczór, goście się rozeszli. Nie chciałem zostać w bukiecie. Chciałem być z Akaniszą i przeżywać z nią przygody. Tyle się działo wokół tej młodej osóbki. Nikt mi teraz nie uwierzy, ale nagle pojawiła się Akanisza. Wyjęła mnie szybko z bukietu i schowała do kieszeni. W swoim pokoju długo mi się przyglądała i nagle przytuliła do policzka. Byłem dla niej pięknym i magicznym liściem. Stałem się jej talizmanem. Od tamtej pory zabierała mnie ze sobą wszędzie. Opowiadała mi wszystkie historie, które przeżyła.

Minął tydzień, była piękna pogoda. Słońce świeciło bardzo mocno, choć był to 31 października, czyli Halloween. Akanisza postanowiła, że przebierzemy się za potworki i będziemy robić psikusy albo zbierać cukierki. Przebrała się za pluszowego, różowego mutanta psa. Był bez ucha i oka, jak to potworek. Poszliśmy zbierać cukierki. Nagle ktoś zaatakował starszą kobietę. Ukradł jej torebkę i uciekł. Akanisza, niewiele myśląc, pobiegła za złodziejem, złapała go i powaliła na podłogę. Starsza pani odzyskała swoją torebkę. Złodziej trafił za kratki. Księżniczka natomiast wróciła do zbierania cukierków. Muszę się pochwalić, że w ten dzień zebraliśmy mnóstwo słodyczy.


Jakub Całuch kl IV C 

„Przygoda Kajtka”

Jesień to piękna pora roku. Liście na drzewach zmieniają swe kolory. Możemy podziwiać ich piękne barwy – zieleń, czerwień, pomarańcz, brąz. Bardzo lubię tę porę roku, gdyż moje ubranko przybiera wówczas także piękne kolory. Opowiem wam historię, która przydarzyła się pewnemu listkowi - takiemu zwykłemu, niczym się niewyróżniającemu. Tym listkiem jest mój kolega, który ma na imię Kajtek. Mieszka on razem ze mną na jednym z drzew w przepięknym kętrzyńskim parku. Marzeniem Kajtka zawsze było, aby choć na chwilę opuścić drzewo i przeżyć jakąś przygodę.
Pewnego jesiennego dnia, gdy tak zwyczajnie wisiałem razem z Kajtkiem na jednej z gałęzi naszego drzewa, zawiał silny wiatr. Zaczął nami bujać w lewo i prawo. W pewnym momencie nie mieliśmy już siły z nim walczyć, wtedy wiatr wywiał Kajtka z drzewa. Liść gwałtownie upadł na ziemię. Trwało to chwilę, zanim Kajtek się otrząsnął z tego upadku. Wołałem do niego: „Kajtek! Kajtek!”. Wówczas zobaczyłem, że koło niego jest ślimak. Miał na imię Franek. Powiedział mu, aby wstał szybko z tej brudnej ziemi, bo inaczej ludzie go rozdepczą. Faktycznie, miał rację. W tym momencie zobaczyłem grupę dzieci, które przyszły do parku popuszczać latawce. Dzieci biegały i się bawiły. Kiedy się tego najmniej spodziewałem, dwoje z nich podeszło do Kajtka, podniosło go z ziemi i przyczepiło do swojego latawca, który następnie puściły do góry. Byłem przerażony, bałem się o swojego przyjaciela, miałem ochotę krzyczeć, ale kto by mnie usłyszał, skoro był już tak wysoko. Po chwili się uspokoiłem i stwierdziłem, że krzyk nie ma sensu. Zobaczyłem, iż Kajtek ma z tego całkiem fajną zabawę. Krzyczał głośno, że czuje się jak ptak, był niedościgniony, widział wszystko dokładnie. Gdy tak leciał, a wiatr unosił go coraz wyżej, zobaczył wiele różnych miejsc, między innymi: Pałac Kultury, amfiteatr oraz piękny las. Na pewno nie wiecie, jak się wtedy czuł. Leciał obok ptaków, chmur, drzew. Widziałem, że było to dla niego wspaniałe uczucie. Nagle zobaczyłem, że latawiec zaczął opadać, aż utknął w pobliskich zaroślach. Kajtek próbował się uwolnić, szarpał się, jednak nie mógł się odczepić. Bałem się, że zostanę na drzewie sam. Jednak nie potrafiłem mu pomóc. Tym bardziej, że dzieci, które puszczały latawiec, zostawiły go i odeszły. Tęskniłem za swoim przyjacielem, chciałem, aby już wrócił, aby było jak dawniej. Chciało mi się płakać, lecz postanowiłem, że będę dzielny. Wtedy zobaczyłem, iż dzieci zawróciły i idą w kierunku Kajtka. Ucieszyłem się. Odczepiły go, a następnie odniosły na nasze drzewo. Podziękowałem im za uratowanie mojego przyjaciela oraz za to, że mógł on przeżyć wspaniałą przygodę, że mógł zobaczyć tyle ciekawych miejsc, poczuć się jak ptak. Spełnić swoje marzenie. Wówczas Ola i Michał, bo tak nazywały się dzieci, obiecali mi, że w niedługim czasie przyjdą do parku i będziemy mogli znów się z nimi pobawić.
Uważam, że bardzo fajnie mieć przyjaciół, z którymi można spędzać wolny czas, razem przeżywać różne ciekawe przygody. Jednak trzeba uważać, aby nikomu nie stała się krzywda.

 
« Wstecz

 

 

PLAN LEKCJI

2017/2018

1 8.00 - 8.45
2 8.55 - 9.40
3 9.50 - 10.35
4 10.45 - 11.30
5 11.40 - 12.25
 

przerwa obiadowa

6 12.40 - 13.25
 

przerwa obiadowa

7 13.45 - 14.30
8 14.35 - 15.20
9 15.25 - 16.10

SPRAWDŹ AKTUALNY JADŁOSPIS

NASZEJ STOŁÓWKI

 

BEZPIECZNA +