MOJA ULUBIONA POSTAĆ BAJKOWA

08.10.2014, 12:14, redakcja

Europejskie Centrum Bajki w Pacanowie zorganizowało konkurs literacki „Moja ulubiona postać bajkowa”. Wzięli w nim udział uczniowie naszej szkoły.

Chociaż nie udało im się zdobyć żadnej nagrody, uważamy jednak, że ich prace zasługują na uwagę.

Oceńcie sami:


 „Lucky Luck ratuje Bzika”

 Od dzieciństwa moim ulubionym bohaterem bajkowym był Lucky Luck – szalony kowboj, najszybszy rewolwerowiec na Dzikim Zachodzie. Do dziś bawią mnie do łez jego zmagania z gangiem braci Daltonów. Towarzyszyły mu wiernie zwierzęta – inteligentny koń Jolly Jumper oraz gapowaty pies Bzik. To właśnie ten ostatni był bohaterem najciekawszej i najzabawniejszej, według mnie, przygody, która spotkała troje przyjaciół.
 Lucky Luck szczęśliwy wracał do Daisy Town, po tym jak zapuszkował gamoniowatych i niezbyt inteligentnych braci Daltonów w więzieniu w El Dorado. Miał nadzieję, że przez dłuższy czas nie będą mu wchodzić w drogę. Ostatni skok na jubilera i kradzież klejnotów najbogatszej wdowy w miasteczku sprawił, że kowboj miał już dość kobiet. A już na pewno nie chciał się żenić! Najważniejsze, że bandyci dłuższy czas spędzą w areszcie. Miejscowy Naczelnik więzienia, Ryży Marian, zapewnił go, że ich system bezpieczeństwa jest najnowocześniejszy na Dzikim Zachodzie.
Jeździec poklepał po karku Jolly Jumpera i spokojnie ruszył w stronę zachodzącego słońca. Z zachwytem przyglądał się wielkim kaktusom, kiedy nagle spostrzegł, że u jego boku brakuje Bzika. Konia to bardzo ucieszyło, natomiast rewolwerowiec się zaniepokoił. Pies może nie był najmądrzejszy, ale Lucky się do niego przywiązał. Uratował go z farmy Szalonego Kaktusa, który próbował małego wtedy szczeniaka utopić w rzece. Wdzięczny psiaczek z radością łasił się do nowego właściciela. Lizał go, gryzł jego skarpety, próbował też końskich kopyt, co zwykle kończyło się silnym kopniakiem i lotem w powietrzu na kilka metrów. Bzik, choć nie był tego świadomy, wielokrotnie uratował życie swemu panu. Wiecznie szczęśliwy i zaśliniony witał nowych i starych znajomych. Lucky nie wyobrażał sobie dalszego zmagania ze złem bez wiernego czworonożnego przyjaciela. Innego zdania był Jolly Jumper, którego ta psia oferma doprowadzała do „końskiej” pasji.
Kowboj postanowił wrócić po przyjaciela. Nie wiedział jednak, że bracia Daltonowie wzięli Bzika na zakładnika. Kazali Naczelnikowi otworzyć więzienie, a gdyby tego nie zrobił, zagrozili, że obetną Bzikowi ogon. Przestraszony Ryży Marian uczynił, jak mu kazali, bo może znał się na systemach bezpieczeństwa, ale nie miał pojęcia, jak pomóc psiemu zakładnikowi. Daltonowie ruszyli do ucieczki, a wraz z nimi pies przykuty kajdankami do Averella Daltona – najwyższego i najgłupszego z czterech braci. Bzik nie wiadomo czego ucieszył się, bo polubił tego nowego towarzysza niedoli. Nie wiedział, że Averell często był przyczyną zepsucia planów reszty gangu. Jego zachowanie zwykle drażniło najstarszego z braci - Joe, który często reagował, rzucając się na Avrelle'a i dusząc go. Mimo swojej głupoty Avrelle był najspokojniejszym z braci i miał poczciwą naturę. Bzik od razu to wyczuł. Obgryzał skarpety biednego przestępcy, nie wiedząc, że w ten sposób pozostawia ślady ucieczki.
Mądry Jolly Jumper od razu pojął, o co chodzi. Poprowadził Lucky Lucka po śladach zosta-wianych przez gapiowatych gangsterów. Tuż przed zachodem słońca na horyzoncie kowboj dotarł do wykończonych nieudaną ucieczką Daltonów. Oszalały z radości Bzik rzucił się na pana.
To był kolejny piękny i spokojny dzień. Lucky Luck, Jolly Jumper i pląsający Bzik znowu ruszyli w drogę ku zachodzącemu słońcu. Daltonowie natomiast siedzieli przykuci kajdanami do ścian celi więziennej w El Dorado. Zawstydzony Ryży Marian podjął wszelkie środki bezpieczeństwa, aby pechowi bandyci na długo pozostali w areszcie i tym razem nie uciekli.
Najszybszy rewolwerowiec Lucky Luck okazał się jak zwykle dzielnym obywatelem ratującym mieszkańców przed Daltonami, choć tym razem to jego wierny towarzysz Bzik zasłużył na nagrodę. Całe miasteczko żegnało bohatera i czekało na kolejne „Bang, bang…” i Lucky Lucka stającego w drzwiach.


Szymon Wąsiewicz 

Za górami, za lasami

stoi zamek z dwiema wieżami.
Mieszka w nim Gargamel stary,
zsyła smerfom złe sny, koszmary.
Od prawieków w całym świecie,
i Wy dobrze o tym wiecie,
że Gargamel, choć jest stary,
umie czynić wielkie czary.
Czary swe na kocie ćwiczy,
wskutek czego kot czasami kwiczy.
Klakier kot ten się nazywa,
jest to Gargamela druh,
który złapał smerfów dwóch.
Byli to Laluś i Osiłek.
Kot pomyślał: „będzie posiłek”.
Lecz nie wiedział, że Osiłek
siły dużo zawsze ma.
Dał mu bęcka, chwycił Lalusia,
biegnie do swego tatusia.
Tatuś jego Papa Smerf się nazywa,
wyjął różdżkę, uczynił czary,
stało się to nie do wiary.
Znaleźli się nagle w lesie,
gdzie ich wioska się znajduje,
którą ze sto smerfów zamieszkuje.
Jednym z nich jest Smerfetka,
złotowłosa, piękna, krzepka.
Wszystkie smerfy ją znają,
bardzo lubią i podziwiają.
Laluś po wiosce z lusterkiem biega,
Osiłek o Smerfetkę zabiega.
I Ciamajda też się zdarzy,
że o Smerfetce czasem marzy.

Tak się kończy przygoda owa,
Siadaj, pisz, by była nowa.

                                                    Daria Stadnik 

 

Chciałabym przedstawić moją ulubioną postać, a mianowicie wróżkę o imieniu Dzwoneczek.

Była ona małą wróżką, która umiała naprawiać i budować różne rzeczy. To taka złota rączka i jednocześnie wynalazca. Mieszkała wraz z innymi wróżkami na łące w Przystani Elfów. Wszyscy mieszkańcy byli szczęśliwi, no do pewnego momentu. Dzwoneczkowi natomiast okrutnie się znudziło. Pragnęła przeżyć jakąś przygodę. Niespokojny duch nie pozwalał jej mógł usiedzieć w miejscu.
Wkrótce dowiedziała się, że jej łąka graniczy z inną magiczną krainą. Ponieważ Dzwoneczek była niezwykle ciekawą wróżką, postanowiła ją odwiedzić pomimo wyraźnego zakazu królowej. Pojawił się jednak jeden problem. W tej nieznanej krainie było zimno.
Gdy łąkowa wróżka pobędzie w niej za długo, odmarzną jej skrzydła i się połamią. Niestety, Dzwoneczek była nieugiętą istotką.
Niebawem natrafiła się okazja, bo sowy z tamtej krainy przylatywały do Przystani Elfów po towar. Postanowiła to wykorzystać. Uszyła sobie płaszcz i kozaki, ale gdy je nałożyła, okazało się, że nie może latać. Szybko jednak znalazła sposób. Weszła do kosza zaczepionego do nóg sowy i niecierpliwie czekała. Wreszcie ptak wzbił się w powietrze.
Wkrótce znalazła się na miejscu. Gdy dotarła do zimnej krainy, zauważyła, że jej skrzydła nie wiadomo czemu zaczęły się skrzyć. Zanim jednak zdążyła się głębiej nad tym zastanowić, pojawiły się trzy zimowe wróżki. Jedna z nich była bardzo podobna do Dzwoneczka. Różniły je tylko białe i krótkie włosy. Miała ona na imię Barwinka.
Wróżki podeszły do siebie i wtedy ich skrzydła zaczęły świecić tak mocno, że aż oślepiały. Zdziwione tym, co sie stało, postanowiły wybrać się do strażnika zimowej krainy, by wyjaśnił im to zjawisko.
Dotarły do niego z łatwością i usłyszały wiadomość, która na zawsze zmieniła ich życie. Strażnik po raz pierwszy spotkał się z czymś takim. Nie wiedział, jak im to powiedzieć delikatnie, więc wypalił prosto z mostu. Usłyszały, że są siostrami. Zdumione zaniemówiły i przytuliły się do siebie.
Barwinka pokazała swojej nowej siostrze okolicę i wszystkie atrakcje istniejące w jej krainie. Najpierw ślizgały się na lodzie, potem łapały spadające płatki śniegu. Na koniec złamały jeden liść, by usiąść na nim i zjechać z góry na dół. Wróżki świetnie się bawiły, aż wreszcie Dzwoneczek zaproponowała, żeby Barwinka odwiedziła też jej krainę. Obie wybudowały maszynę, która z lodu robiła śnieg. Dzięki temu otoczenie Barwinki miało odpowiednią temperaturę, a ona sama nie była narażona na utratę skrzydeł. Ruszyły do Przystani Elfów, gdzie Dzwoneczek pokazała jej kwitnące kwiaty, płynącą w strumieniu wodę, ryby i inne zwierzęta. Przedstawiła też siostrze przyjaciół, którzy zaprezentowali jej swoje moce. Różyczka pokazała, jak opiekuje się kwiatami, a Jelonka zaprezentowała swój zwierzyniec. Barwinka była zachwycona. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała. Tyle barw nie spotykało się w jej krainie.
Nagle wizyta skończyła się wielką klapą. Przyjaciele Dzwoneczka ciągnęli maszynę wytwarzającą śnieg, ale w pewnym momencie spadła ona do rzeki i ją zamroziła. Śnieg niespodziewanie dostał się do pyłkowego drzewa, ale w ostatniej chwili wróżki śnieżne okryły je szronem, dzięki czemu wróżki z Przystani Elfów zdążyły się schować. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Wróżki wyszły z ukrycia, szczęście jednak nie trwało długo. Kiedy Dzwoneczek się obróciła tyłem do przyjaciółek, krzyknęły one z przerażenia. Zobaczyły, że jej skrzydło jest połamane. Szybko zabrały ją do lekarza, który stwierdził, iż skrzydła nie da się naprawić. Siostry przytuliły się mocno do siebie i załkały, i wtedy…
Gdy ich skrzydła się zetknęły, zdarzył się cud. Skrzydła zaczęły wytwarzać jakiś dziwne i bardzo jasne światło. W pewnej chwili skrzydło Dzwoneczka poczęło odrastać i naprawiło się. Pierwszy raz w historii elfów wydarzyło się coś tak niewiarygodnego.
Od tamtej pory wszystkie wróżki mogły odwiedzać się nawzajem, a Dzwoneczek i jej siostra Barwinka stały się nierozłączne. Ta przygoda połączyła mieszkańców obu krain.
 

Gabi Małagocka 

 
« Wstecz

 

 

 

PLAN LEKCJI

2017/2018

1 8.00 - 8.45
2 8.55 - 9.40
3 9.50 - 10.35
4 10.45 - 11.30
5 11.40 - 12.25
 

przerwa obiadowa

6 12.40 - 13.25
 

przerwa obiadowa

7 13.45 - 14.30
8 14.35 - 15.20
9 15.25 - 16.10

SPRAWDŹ AKTUALNY JADŁOSPIS

NASZEJ STOŁÓWKI

 

BEZPIECZNA +